sobota, 3 stycznia 2015

Prolog :)

   Płakała skulona w swoim pokoju. Jej tata znowu ją pobił. Mama jej nie pomogła, patrzyła i się śmiała.  Camila czuła jakby rodzicom na niej nie zależało. Zaledwie siedmioletnia dziewczynka pomagała rodzicom we wszystkim, bała się ich. Prała, sprzątała, karmiła zwierzęta, robiła wszystko by czuć się w domu bezpiecznie. Jednak dla jej rodziców wciąż było za mało, chcieli jeszcze więcej, zabraniali swojej córce spotykać się ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Viola, Fran, Maxi i Leon była z nimi związana, kochała ich. Postanowiła uciec, nie chciała się bać, a tutaj strach towarzyszył jej na każdym kroku.
   Gdy zapadła noc, Camila próbowała wstać, jednak ból jej to uniemożliwiał, nie poddawała się, wstała. Teraz wystarczyło tylko pokonać drewniane schody, wyjść na dwór i uciekać.Każdy krok przyprawiał ją o wielki ból, w myślach modliła się by to wszystko się skończyło. 
   Udało jej się wyszła na zewnątrz, była szczęśliwa. Miała nadzieję, że dziś uda jej się uciec, upadła na ziemie, nie miała siły iść. Postanowiła się nie poddawać, resztką sił doczołgać się do ulicy, chciała uciec. Czekała, bała się, powoli na dworze robiło się jasno, nie wytrzymała, zasnęła. 

***

   Od tamtego dnia minęło już 11 lat. Camili się udało, uratowali ją. Wyjechała z nimi do Nowego York'u i tam mieszkała. Jednak sercem była wciąż w Buenos Aires, pamiętała swoich przyjaciół, pamiętała co robili jej rodzice, gdy o tym myślała czuła ból. Jednak chciała tam wrócić, chciała przeprosić swoich dawnych znajomych. 
   Jej nowi rodzice - Angela i Tom starali się opiekować Camilą jak najlepiej. Kochali ją jak własną córkę. Jednak jej bliscy odeszli, zmarli w wypadku samochodowym, nie udało się ich uratować. Wtedy Torres postanowiła, że odzyska jedyne bliskie jej osoby, nie chciała być sama.   

***




   No witajcie na moim blogu, wiem nie mam talentu. Jednak starałam się jak najlepiej umiałam . Mam nadzieję, że pozostawicie po sobie komentarz.

Weronika ;)