Gdy zapadła noc, Camila próbowała wstać, jednak ból jej to uniemożliwiał, nie poddawała się, wstała. Teraz wystarczyło tylko pokonać drewniane schody, wyjść na dwór i uciekać.Każdy krok przyprawiał ją o wielki ból, w myślach modliła się by to wszystko się skończyło.
Udało jej się wyszła na zewnątrz, była szczęśliwa. Miała nadzieję, że dziś uda jej się uciec, upadła na ziemie, nie miała siły iść. Postanowiła się nie poddawać, resztką sił doczołgać się do ulicy, chciała uciec. Czekała, bała się, powoli na dworze robiło się jasno, nie wytrzymała, zasnęła.
***
Od tamtego dnia minęło już 11 lat. Camili się udało, uratowali ją. Wyjechała z nimi do Nowego York'u i tam mieszkała. Jednak sercem była wciąż w Buenos Aires, pamiętała swoich przyjaciół, pamiętała co robili jej rodzice, gdy o tym myślała czuła ból. Jednak chciała tam wrócić, chciała przeprosić swoich dawnych znajomych.
Jej nowi rodzice - Angela i Tom starali się opiekować Camilą jak najlepiej. Kochali ją jak własną córkę. Jednak jej bliscy odeszli, zmarli w wypadku samochodowym, nie udało się ich uratować. Wtedy Torres postanowiła, że odzyska jedyne bliskie jej osoby, nie chciała być sama.
***

No witajcie na moim blogu, wiem nie mam talentu. Jednak starałam się jak najlepiej umiałam . Mam nadzieję, że pozostawicie po sobie komentarz.
Weronika ;)